Dominika Bławat - kilka sekund...

Dziesięć lat temu w wyniku nieuwagi drugiego człowieka, mój świat legł w gruzach, a dla mojej przyjaciółki skończył się na zawsze. Po dziesięciu dniach usłyszałam od lekarza, że aby przeżyć, muszę podpisać zgodę na amputację. Na początku poczułam ulgę, ponieważ okrutny ból się zmniejszył, ale pojawiły się wątpliwości. Jak ja sobie z tym wszystkim poradzę i co dalej?

Byłam przekonana, że niedługo znów będę biegać, ale to były myśli napędzane środkami przeciwbólowymi. Pierwsze kroki okazały się trudniejsze niż przypuszczałam, właściwie zapomniałam, jak się chodzi. Poczułam się jak dziecko, ogarnęła mnie bezradność. Ale trwało to tylko chwilę, ponieważ trzeba było zakasać rękawy, zacisnąć zęby i twardo dążyć do celu. A przecież chciałam biegać!

Życie nie jest lekkie ani sprawiedliwe. Moje nigdy nie było prostym korytarzem. Przypomina bardziej labirynt, w którym muszę nieustannie szukać drogi. Często czułam się zagubiona i bezradna. Mimo to, nie traciłam wiary i nadziei, ponieważ wiedziałam, że są przede mną drzwi, za którymi czeka mnie coś dobrego.

Moje życie zawsze było związane ze sportem. Lubię aktywność fizyczną. Przed wypadkiem trenowałam lekkoatletykę, biegi sprinterskie. Myślałam, że nosząc protezę, będę musiała zrezygnować z aktywności fizycznej - ale nic bardziej mylnego. Nauczyłam sie nurkować i jeździć na mono-ski. Kolega „po fachu” (amputacja uda) pokazał mi, że mogę wyciskać sztangę leżąc, a koleżanka, że mogę jeździć konno. Zrobiłam prawo jazdy. Uwielbiam tańczyć do utraty tchu. W wypadku straciłam fragment ciała, ale nie duszę, którą zawsze wypełnia optymizm i wiara w drugiego człowieka.

Oczywiście pojawiają się złość, zwątpienie, brak sił. Mam jednak wokół siebie ludzi, którzy są przy mnie zawsze i wspierają mnie. Dzięki nim moje życie ma sens. Dziękuję rodzinie, przyjaciołom, znajomym i ludziom dobrej woli, którzy mi pomagali. W jednej z wielu nocnych rozmów z bliską mi osobą usłyszałam: "Pamiętaj, Bóg, stawia wyzwania ludziom, którzy są w stanie im podołać".

Musiałam wiele razy zaciskać zęby i pokonywać własne słabości i lęki. Zdałam sobie jednak sprawę z tego, że im szybciej zaakceptuję sytuację, w której się znalazłam, tym szybciej odzyskam siły i chęć do poznawania nowych miejsc, ludzi. Wróciłam na studia, zdobyłam tytuł magistra logistyki i pracuję w branży ortopedycznej. Proteza przysporzyła mi wiele bólu, ale dała też niezależność w życiu.

Nie myślę o sobie jako o osobie niepełnosprawnej, moje życie nie różni się niczym nadzwyczajnym od życia innych. Z tym wyjątkiem, że od dziesięciu lat wstaję rano lewą nogą. Staram się jak najwięcej uśmiechać, bo uważam, że pozytywne nastawienie to najlepsze lekarstwo. Bardzo lubię podróżować i poznawać nowe kultury. Zwiedziłam Tunezję, pływałam w Morzu Adriatyckim, szusowałam w Alpach. W Dublinie spędziłam miłe chwile u znajomych. Jestem zauroczona Paryżem, mam nadzieję, że kiedyś tam wrócę.

Wypadek był dla mnie ciosem, musiałam zaakceptować nową siebie, nową sytuację. Nauczyłam się, że to nie cielesność, choć tak ważna, jest najistotniejsza. Liczy się to, jakim jesteś człowiekiem. Każdego dnia patrząc na moje blizny, uświadamiam sobie, jak wielką dały mi siłę. Bo kiedy czegoś naprawdę pragniemy, to cały wszechświat potajemnie pomaga nam osiągnąć zamierzony cel. Ja bardzo chciałam żyć tak, jak przed wypadkiem. Nie rezygnować z tańca, który uwielbiam i który sprawia, że ciałem kieruje serce, a człowiek czuje się wolny i lekki.

Czasami jest trudno się otworzyć i powiedzieć że mam protezę. Bariera ta nie wynika ze wstydu, ale raczej z obawy o brak akceptacji. Ludzie boją się tego, czego nie znają. Dlatego tak ważne jest, aby uświadomić społeczeństwu, że różnego rodzaju niepełnosprawności nie czynią nas innymi, a niepełnosprawność nie zwalnia z aktywnego życia. Nikt nie jest doskonały i właśnie ten brak doskonałości sprawia, że życie jest tak ciekawe, urozmaicone i tak piękne.

W przyszłości chciałabym założyć rodzinę i mieć dzieci; znaleźć mężczyznę, który będzie mnie kochał i wspierał w każdej chwili mojego życia. Jeśli jednak los zadecyduje inaczej, będę po prostu żyć, rozwijać się, podróżować. Żyję tak, aby każdego dnia czuć się szczęśliwa i doceniam to, co mam.

W moich marzeniach pływam z delfinami, czuję bezkresną wolność bez dyskomfortu, który pozostał w postaci bólów fantomowych. Delfiny to wspaniałe stworzenia. Tworzą grupy, w których powstają silne więzi. Zdarza się, że delfiny towarzyszą rannemu lub choremu osobnikowi, pomagając mu utrzymać się na powierzchni. Tak właśnie się czułam, kiedy byłam w potrzebie i miałam przy sobie rodzinę i przyjaciół, za co jestem bardzo wdzięczna.

To możliwość spełnienia marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące. Mam ich więcej, ale zachowam je dla siebie, żeby się spełniły.

Pamiętam słowa Paulo Coelho: "Tragedie zdarzają się wszędzie. Możemy doszukiwać się przyczyn, szukać winnych, wyobrażać sobie, jak odmienne byłoby bez nich życie. Ale wszystko to nie ma znaczenia - zdarzyły się i koniec. Musimy zapomnieć o strachu, jaki wywołały, i rozpocząć odbudowę".