Przemysław Świercz- sport to sens mojego życia

Nazywam się Przemysław Świercz. Od dzieciństwa uwielbiam sport i wszelaką aktywność fizyczną. Byłem tym typem dziecka, które w każdej wolnej chwili brało piłkę pod pachę i wychodziło na dwór. Jeśli znalazło się kilku chętnych chłopaków do gry, to super. Graliśmy mecz aż robiło się ciemno na dworze. Jeśli na osiedlu byłem sam, nic nie szkodzi. Znajdowałem kawałek ściany i uderzałem o nią piłką, wyobrażając sobie, że strzelam, najważniejsze w życiu rzuty karne.

To wyjątkowe wspomnienia.

Czas wakacji.

Rano, po śniadaniu wychodziłem z domu znikałem na całe dnie. W moim życiu królowała piłka nożna, koszykówka, jazda na rowerze, tenis, pływanie. Liczyła się każda forma aktywności fizycznej. Od trzeciej klasy szkoły podstawowej tańczyłem również w zespole tańca ludowego. Nie jest to co prawda, dyscyplina sportowa, ale na pewno to wyjątkowa forma aktywności fizycznej.

Byłem tak mocno przesiąknięty sportem, że na studia wybrałem Akademię Wychowania Fizycznego w Warszawie. To tam mogłem poznać więcej dyscyplin sportowych. Nie tylko nauczyłem się zasad i metod obowiązujących w poszczególnych dziedzinach kultury fizycznej ale dowiedziałem się jak uczyć innych i pokazywać, że sport jest świetnym sposobem na spędzanie czasu wolnego.

Po studiach kontynuowałem przygodę ze sportem. Pracowałem jako instruktor pływania, żeglarstwa, koszykówki, narciarstwa zjazdowego, nauczyciel wychowania fizycznego. I cały czas łączyłem to z pasją do tańca ludowego. Aż do pamiętnego dnia. To był rok 2009. Wybrałem się z grupą znajomych na wyprawę motocyklową do Norwegii. Piątego dnia wyjazdu miałem wypadek. Zderzyłem się z kamperem. Jeszcze tego samego dnia lekarze podejmują decyzję o amputacji prawego podudzia. Praktycznie z dnia na dzień z dwunożnego staję się jednonożnym.

Pierwszy moment jak się zorientowałem co się dzieje to nie był czas smutku po tym co straciłem. Raczej radość z tego co mam, że żyję. Po wypadku nie wróciłem już do tańca ludowego ale dalej sport był ważny. Stał się naturalną formą radzenia sobie w nowej sytuacji. Jeszcze będąc w szpitalu, pamiętam, jak nie mogłem doczekać się wyjścia na siłownię, pływalnie czy rower aby znów poczuć radość z aktywności fizycznej. Rozpocząłem też poszukiwania dyscyplin sportowych dla osób z niepełnosprawnością.

Pierwszą jakiej spróbowałem było pływanie. Zapał szybko minął a ja szukałem czegoś innego. Czegoś co naprawdę da mi siłę, motywację i chęć do samodoskonalenia się. Zacząłem trenować koszykówkę na wózkach. Było już dużo lepiej.

Chyba zawsze było mi bliżej do tzw. sportów zespołowych. Czułem radość z tego co robię ale nie była ona pełna. Coś mi przeszkadzało.

To był wózek inwalidzki.

Nie chciałem się do niego przyzwyczajać. Ograniczał mnie. I wtedy odnalazłem ampfutbol czyli odmianę piłki nożnej dla osób po amputacjach lub z wadą kończyn. Wróciłem do korzeni, do czasów swojego dzieciństwa. Odnalazłem ważną część siebie, która pozwala mi stawać się lepszym człowiekiem.

Dziś jestem trzykrotnym Mistrzem Polski z zespołem Husarii Kraków. Trzykrotnie wziąłem udział w Mistrzostwach Świata. Brązowym medalistą Mistrzostw Europy z 2017 roku. Mam również zaszczyt być kapitanem reprezentacji Polski w ampfutbolu.